– Tak liczne grono dzieciaków to dla nas najlepsza nagroda. Wiemy, że nasza praca ma sens. Dziś, gdy pakowaliśmy manatki i szykowaliśmy się do wyjazdu podszedł do mnie chłopiec. Nieco markotny. Za chwilę już się uśmiechał, bo zapytał czy za rok znów przyjedziemy. Obiecałem, że może na nas liczyć. Czy mogłem usłyszeć większy komplement – zastanawiał się Paweł Januszewski.

Organizatorzy cieszyli się nie tylko z takich pytań, ale i z powrotów. Spora grupa dzieci biegała z nami w ubiegłym roku. Byli tacy, którym wygrywanie weszło w krew. Klara Dybus ze Szkoły Podstawowej nr 91 była w najlepszej sztafecie zarówno teraz jak i przed rokiem. – Bardzo chciałyśmy z dziewczynami znów wygrać. Ćwiczyłyśmy sztafety od miesiąca na wf-ie. Pan Krystian, nasz nauczyciel cały czas mówił, że nie damy rady, że w tamtym roku to miałyśmy farta i że tym razem to nam inne dziewczyny dołożą. Złościłyśmy się na niego, ale dziś po biegu jak nam gratulował powiedział, że robił to specjalnie, żeby nam się chciało trenować. Już nie jesteśmy złe na niego – zakończyła.
Sztafety sztafetami, wiadomo emocji co nie miara, ale i sprinty cieszyły się wzięciem. Tu popisywał się Piotrek Trzaskowski z szkoły z podkrakowskiej Trzebini. Zaskakiwał też wiedzą o najlepszych sprinterach świata. – Ciągle najlepszy jest Usain Bolt, ale już nie wygrywa z taką przewagą jak kiedyś. Mój tata mówi, że na igrzyskach w Rio może już nie zwyciężyć. Jest taki młody Kanadyjczyk, nazywa się Andre de Grasse. Widziałem go w telewizji na mityngu Diamentowej Ligi. Biega strasznie szybko. Też bym chciał kiedyś tak jak on, no i myślę, że już niedługo wyprzedzi Bolta – stwierdził.
Na kolejnych młodocianych szybkobiegaczy czekamy w czwartek w Bielsku-Białej.